Archiwum
RSS
niedziela, 06 grudnia 2009
Post Scriptum

A, i przypomniało mi się.

Był taki epizod z telefon satelitarnym i naszym Wielce Szacownym Prezydentem. Afera, że o czymś go nie mogli poinformować bo na pokładzie samolotu nie ma telefonu. Prezydent.

Eh, nie żebym był fanem naszego prezydenta, ale prezydent to prezydent i wypominać mu ani samolotu ani telefonu nie bardzo wypada. No cóż, póki co jest jak jest ;-)

13:33, andrzejzed
Link Dodaj komentarz »
Za bystry

Jesteś przecież techniczny - powtarzałem sobie - na pewno sobie poradzisz.

Tak, na codzień wydaje mi się, że jestem techniczny. Czasami wręcz po cichu dodaję: masz rację, wydaję ci się. Bo to jest tak. Od zawsze ciągnęły mnie komputery, od zawsze dobrze sobie radziłem z techniką. Ale w tym całym pędzie za zmianami jest coś co mnie odrzuca. Mam w pewnym sensie tego już dość. Nie lubię nowości.

Nie lubię sprawdzać już rzeczy, których nie znam, uczyć się nowych. Przynajmniej nie tych związanych z obsługą kolejnego badziewia elektronicznego (czytaj: gadżetu). Dlatego niepokojem napawało mnie widmo kupna telefonu satelitarnego, który chcąc nie chcąc od dłuższego czasu zamierzałem kupić. Może nie tyle samo kupno mnie przerażało, co szukanie, porównywanie, UCZENIE SIĘ i cała reszta.

Wklep w gugle powiedziała mi żona i kup. A jasne, wklepałem - pierw po polsku, a potem poszedłem po rozum do głowy i po angielsku: Satellite Phone. Bo kto w Polsce kupuje takie ustrojstwo? No dobrze, kupują, ale chyba jednak nie aż tyle.

Telefon koniec końców postanowiłem nie kupować, a na początek wynająć i to w UK, bo najdogodniej będzie tam mi go podebrać, bo i tak przez "Lądek" wiedzie mnie trasa w którą wyruszam. 2 tygodnie i oddaje. Nie-tanio, ale nie kupuje ani drogiego dziadostwa, ani nie płacę abonamentów, itp. A i czegoś się człowiek nowego nauczy. Huh.

13:30, andrzejzed
Link Dodaj komentarz »